Pustynny szlak Zachód – Wschód
Szczegóły rajdu
Cena rajdu
1200 €
Poziom
swobodny galop
Grupa
maks.
12
os.
Dostępne terminy
Dodatkowe koszty
loty, bilety wstępu do w Marrakeszu, hammam, ubezpieczenie
Dzień 1 — Marrakesz
Lądujecie w Marrakeszu, jednym z najbardziej intensywnych miast Maroka. Już od pierwszych kroków wszystko dzieje się tu naraz: zapachy przypraw, dym z ulicznych grilli, nawoływania sprzedawców, dźwięki motorów, rozmowy, muzyka.
Plac Dżamaa el-Fna to centrum tego chaosu. Stoiska z jedzeniem, góry oliwek, świeże soki, słodkości, kramy z pamiątkami, zaklinacze węży, uliczni artyści. Tu zaczyna się Wasza przygoda z Marokiem.
Do wieczora macie czas na samodzielne zwiedzanie: wąskie uliczki mediny, zielone ogrody, pałace i muzea. Jeśli chcecie zobaczyć kilka najbardziej charakterystycznych miejsc, polecamy: Ogrody Majorelle, Grobowce Saadytów, Pałac Bahia i Le Jardin Secret. Warto zaplanować to wcześniej — Marrakesz potrafi wciągnąć i łatwo się w nim zgubić.
Zapewniamy nocleg i kolację w komfortowym, typowo marokańskim riadzie, w samym sercu mediny. To dobry moment, żeby zwolnić po podróży i oswoić się z rytmem tego miejsca.
Dzień 2 — W stronę Atlasu i pustyni
Z samego rana ruszamy na południe, w stronę gór Atlas. Zostawiamy za sobą duże miasta i stopniowo wjeżdżamy w inne Maroko — bardziej surowe, mniej oczywiste, z większą przestrzenią i mniejszą liczbą ludzi.
Przed nami przełęcz Tizi n’Tichka, na wysokości ponad 2000 m n.p.m. Kręte drogi, duże zmiany wysokości, ciasne zakręty, czasem niemal pod kątem prostym. To jeden z najbardziej widokowych, ale też najbardziej wymagających odcinków trasy. Jeśli ktoś ma chorobę lokomocyjną, warto się do tego przygotować.
Z czasem krajobraz zaczyna się zmieniać. Góry robią się coraz bardziej surowe, pojawiają się skalne ściany, przełęcze i głębokie doliny. Niżej widać zielone pasy oaz, palmy, kwitnące migdałowce i gliniane domy przyklejone do zboczy. To moment, kiedy naprawdę zaczyna się czuć, że jedziemy w stronę pustyni.
Naszym celem na dziś jest miasteczko Foum Zguid — jedno z ostatnich większych miejsc przed Saharą. Przez lata było punktem wypadowym dla karawan i podróżników zmierzających w głąb pustyni. Dziś to spokojne, proste miasteczko, które żyje w jej rytmie.
Noc spędzamy na lokalnym campingu. Śpimy w małych, skromnych pokojach, ale z prądem, prysznicem i normalnymi łóżkami. To ostatnia noc w bardziej „cywilnych” warunkach — od jutra zaczyna się już właściwa, saharyjska część wyprawy.
Dzień 3 — Pierwsze kilometry Sahary
Po śniadaniu ruszamy w drogę. To pierwszy dzień naprawdę na pustyni. Krajobraz jest kamienisty, z górami w tle i dużą przestrzenią dookoła.
Pod nogami zaczynają pojawiać się ślady dawnego świata. W miejscu dzisiejszej Sahary kiedyś była woda. Skamieniałości można znaleźć dość łatwo — odciśnięte w skałach fragmenty dawnych organizmów, muszle, struktury przypominające rafy. Na powierzchni miejscami widać sól, która lśni bielą w słońcu. Przez cały dzień będą nam towarzyszyć skamieniałości, a czasem także meteoryty, które w tej części Sahary nie należą do rzadkości.
To dzień, w którym zaczyna się rozumieć, jak bardzo ten krajobraz się zmieniał i jak ogromna jest jego skala.
Biwakujemy u stóp góry, pośród niewielkich wydm i akacji. To spokojne, osłonięte miejsce, dobre na pierwszą noc w prawdziwie pustynnym rytmie.
Dzień 4 — Coraz dalej na południe
Wyruszamy dalej na południe. Przed nami około 6 godzin drogi, z przerwą na lunch.
Początkowo krajobraz jest jeszcze surowy, niemal księżycowy — skaliste góry, puste przestrzenie, mało koloru. Z czasem zacznie się zmieniać. Pojawi się coś na kształt pustynnej sawanny: niskie trawy, pojedyncze akacje, więcej życia. A potem nagle przestrzeń otworzy się jeszcze bardziej.
Przejeżdżamy przez okolice wyschniętego jeziora Iriki — ogromnej, jasnej równiny solnej. Przez większość roku jest zupełnie suche, ale po większych opadach potrafi na chwilę znów wypełnić się wodą i zamienić pustynię w wielkie lustro odbijające niebo. To jedno z tych miejsc, które dobrze pokazują, jak bardzo ten krajobraz potrafi się zmieniać.
Zobaczycie przed sobą puste połacie aż po horyzont. Twarde, równe podłoże. Idealne warunki do długich galopów. To moment, w którym naprawdę czuć skalę Sahary — i że nie trzeba się zatrzymywać.
Biwakujemy niedaleko obozowiska Nomadów, pośród akacji. Jeśli Sahara będzie akurat po deszczach (tak, na pustyni też pada), krajobraz potrafi zmienić się nie do poznania. Pojawiają się stada owiec i kóz, a ziemia pokrywa się zielenią i dzikimi kwiatami. Czasem wygląda to bardziej jak sawanna niż pustynia — z niekończącymi się polami intensywnie pachnącego rumianku.
Dzień 5 — Otwarte przestrzenie i największe wydmy
Ruszamy od razu w otwartą przestrzeń. Po krótkim rozstępowaniu koni będziemy mogli znów swobodnie galopować.
Na terenach, przez które dziś jedziemy, po większych opadach powstaje jezioro. Przyciąga ono różne zwierzęta. Jeśli będziemy mieć szczęście, zobaczymy antylopy — czasem całe stada, czasem pojedyncze zwierzęta przemykające przez pustkę. To jeden z tych momentów, kiedy Sahara na chwilę przestaje być pusta.
Z szerokich, otwartych przestrzeni wjedziemy w saharyjskie „łąki” — ale tylko jeśli wcześniej były deszcze. Wtedy pustynia potrafi całkowicie zmienić charakter: pojawiają się kwiaty, a powietrze pachnie rumiankiem i dziką rukolą. Jeśli nie padało, ten fragment będzie bardziej surowy, ale nadal bardzo otwarty i przestrzenny.
Po drodze wjedziemy w „las” pustynnych krzewów. To kalotropis (Calotropis procera) — trująca roślina, która potrafi przetrwać tam, gdzie nie rośnie już prawie nic. Ma grube liście i owoce przypominające małe mango. Wygląda niepozornie, ale od wieków jest częścią tego krajobrazu.
Później zaczniemy przedzierać się przez mniejsze wydmy. To znak, że zbliżamy się do największych piasków. Krajobraz znów się zmieni — pojawią się ogromne, miękkie, piaskowe „góry”.
Biwakujemy w stałym obozie, położonym między wielkimi wydmami. Są tu łóżka i prysznice — po kilku dniach w terenie to dobry moment na odpoczynek.
Dzień 6 — Dzień wśród wydm
Dziś konie mają dzień odpoczynku, a my zostajemy wśród wydm. To moment, żeby zwolnić i nacieszyć się tym krajobrazem bez pośpiechu.
Rano wyruszamy na wielbłądach. Będziemy błądzić między wydmami, bez konkretnego celu, po prostu chłonąc przestrzeń. Jeśli dacie radę wstać na wschód słońca, zobaczycie, jak pustynia budzi się do życia: robi się głośniej, pojawiają się ptaki, zaczyna wiać, piasek zmienia kolor z minuty na minutę.
Popołudnie i zachód słońca przeznaczamy na luźną sesję z końmi. Jeździmy na oklep, bez ogłowia. Dużo czasu spędzamy też z ziemi — na oswajaniu się, prowadzeniu koni luzem, robieniu zdjęć. Jest dużo śmiechu, zabawy i spokojnego kontaktu ze zwierzętami, bez sprzętu i bez presji.
Dla chętnych będzie też sandboarding — zjeżdżanie po wydmach na deskach.
Noc spędzamy ponownie w tym samym obozie: duże namioty, normalne łóżka i gorący prysznic.
Dzień 7 — Powrót do koni i w drogę
Wracamy do naszych ogierów i ruszamy dalej. Przed nami mieszanka krajobrazów: niewielkie wydmy, piaskowe ścieżki, szerokie otwarte przestrzenie, a czasem wąskie przejazdy między krzewami.
Po drodze możemy spotkać stada wielbłądów. Czasem idą spokojnie, czasem ruszają w galop — jeśli będziemy mieli szczęście, przez chwilę pobiegną razem z nami. W oddali mogą pojawić się antylopy, czujne, szybkie, zawsze gotowe do ucieczki.
To nadal dzień z dużą ilością galopów, ale przestrzeń zaczyna się stopniowo zamykać. Szerokie równiny ustępują miejsca węższym ścieżkom, otoczonym tamaryszkami i niskimi wydmami. Krajobraz robi się bardziej intymny, mniej otwarty, bardziej „po drodze”.
Biwakujemy niedaleko niewielkich wydm, przy korycie suchej rzeki. W oddali widać góry. To jedno z tych miejsc, gdzie wieczorem wszystko zwalnia, a pustynia znowu zmienia swój rytm.
Dzień 8 — Inny krajobraz
Kolejny dzień pod saharyjskim słońcem. Wędrujemy po piasku między, otoczeni górami, które wyznaczają naturalną granicę z Algierią. To inny rodzaj przestrzeni — mniej otwarty, bardziej zamknięty, z wyraźnymi liniami horyzontu.
Dzisiejszy obóz znajduje się na terenie parku strusi. Krajobrazowo przypomina sawannę — więcej zieleni, inne światło, inny rytm niż ten, do którego przyzwyczaiła nas pustynia. To duża zmiana po ostatnich dniach w piaskach i wydmach.
Strusie są tu na wyciągnięcie ręki. Nie boją się ludzi, podchodzą bardzo blisko, są ciekawskie i bezczelne. Czasem próbują podkraść koniom jedzenie, a te bardziej odważne potrafią nawet próbować je przegonić.
Po zmroku teren zaczyna żyć jeszcze inaczej — jest tu mnóstwo myszoskoczków. Pojawiają się nagle, przemykają między krzewami i wydmami, znikają równie szybko, jak się pojawiły.
Dzień 9 – Powoli wracamy
Przed nami melanż krajobrazów. Trochę księżycowych hamad, trochę tamaryszków, trochę wydm. To już nie jest jedna, spójna pustka — wszystko zaczyna się mieszać. Przestrzeń powoli się zmienia i czuć, że zbliżamy się do cywilizacji.
To dzień przejściowy. Nadal jesteśmy w terenie, nadal jedziemy konno, ale krajobraz zaczyna być bardziej „ludzki”. Pojawiają się ślady obecności ludzi, inne drogi, inne rytmy.
Na noc zatrzymujemy się na campingu. Śpimy w glinianych domkach, na normalnych łóżkach. Po wielu nocach w namiotach to spora zmiana i dobry moment, żeby się wyspać, wziąć prysznic i trochę odpocząć.
Dzień 10 – Pożegnanie z pustynią
Rano żegnamy się z końmi.
Przed nami długi dzień w drodze. Zatrzymujemy się w Aït Ben Haddou, jednej z najlepiej zachowanych glinianych osad w Maroku. Wąskie uliczki, wysokie kasby i położenie u stóp gór sprawiają, że miejsce wygląda jak scenografia filmowa — i wcale nie bez powodu. Kręcono tu wiele produkcji, w tym sceny do „Gry o Tron”.
Po drodze zahaczymy też o studio filmowe w Ouarzazate, nazywane często „marokańskim Hollywood”.
Na noc wracamy do Marrakeszu. Po dniach na pustyni miasto będzie brzmiało zupełnie inaczej.
Dzień 11 – Powrót
Ostatni poranek w Marrakeszu. Dla chętnych krótki spacer po mieście, ostatnia kawa na dachu, szybkie zakupy albo po prostu chwila ciszy przed drogą.
W zależności od godzin lotów – transfer na lotnisko i powrót do domu.
Z Sahary wyjeżdża się inaczej, niż się na nią przyjeżdża. Zostaje kurz w plecaku, piasek w kieszeniach i obrazy, które wracają jeszcze długo po powrocie: galopy po horyzont, cisza nocy, ogień, wiatr, konie, przestrzeń.
To koniec tej wyprawy.
Co zabrać?
Podstawową apteczkę (leki przeciwbólowe, p biegunkowe, plastry, leki odkażające)
Okulary psłoneczne
Krem z filtrem 50+
Kostium kąpielowy + klapki























