W Stronę Atlantyku – rajd wędrowny nad Oceanem

1100 €

12

zaawansowany

Szczegóły rajdu

Cena rajdu

1100 €

Poziom

dla swobodnie galopujących

Grupa

maks.

12

os.

Dostępne terminy

Dodatkowe koszty

loty, ubezpieczenie, ewentualnie hammam

Dzień 1 — Przylot i pierwsze spotkanie z Oceanem

Lądujecie w Agadirze. Po wejściu do czekającego na was busa zostawiacie za sobą miasto i ruszacie na północ. Z każdym kilometrem krajobraz staje się coraz bardziej surowy, aż asfalt ustępuje piaszczystym drogom prowadzącym do wioski nad Atlantykiem.

Pierwszą noc spędzamy w prostym domu położonym tuż przy plaży. To miejsce bez hotelowych wygód i luksusów, ale właśnie dzięki temu można naprawdę poczuć bliskość natury. Zamiast ulicznego hałasu słychać tylko wiatr i rytmiczny szum fal, a ocean jest dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Kilka kroków od domu czekają konie. Wieczorem poznajemy się i jemy kolację – najczęściej pod rozgwieżdżonym niebem. Jutro po raz pierwszy wyruszymy w drogę wzdłuż wybrzeża Atlantyku.  

Dzień 2 — Pierwszy dzień w siodle. Tam, gdzie zaczyna się dziki Atlantyk

Poranek budzi nas szumem fal. Przed nami pusta plaża – bez hoteli, leżaków i tłumów. To jedno z tych miejsc, w których można iść przed siebie, biegać boso po piasku, wskoczyć do oceanu i przez długi czas nie spotkać nikogo.

Po śniadaniu poznajemy konie. To chwila na pierwsze rozmowy, dopasowanie sprzętu i spokojne oswojenie się z partnerem, z którym spędzimy najbliższe dni.

Po lunchu ruszamy w drogę. To pierwszy etap naszej wędrówki wzdłuż marokańskiego wybrzeża Atlantyku. Początkowo szlak prowadzi tuż nad falami rozbijającymi się o skaliste klify. Z czasem odbijamy w głąb lądu – między kaktusy, przez wąskie przejścia i coraz wyżej, aż krajobraz zaczyna się zmieniać, a za plecami zostaje bezkres oceanu.

Wieczorem docieramy do miejsca naszego pierwszego obozu. Rozbijamy namioty wysoko nad wybrzeżem, z widokiem, który trudno opisać słowami. Gdy słońce chowa się za Atlantykiem, wszystko zwalnia. Jemy kolację przy ognisku, ktoś wyciąga bębny, inni po prostu siedzą i patrzą w gwiazdy. To właśnie takie wieczory sprawiają, że ta wyprawa zostaje w pamięci na długo.


Dzień 3 — W stronę gór i dzikich klifów

Poranek zaczynamy wysoko nad oceanem. Jeszcze przed śniadaniem warto podejść na skraj klifu i przez chwilę po prostu patrzeć, jak Atlantyk rozbija się o skały kilkadziesiąt metrów niżej.

Po śniadaniu i przygotowaniu koni ruszamy dalej. Pierwsze kilometry prowadzą przez berberyjskie wioski i łagodne wzgórza porośnięte arganiami. To spokojniejsza część dnia – jest czas na galopy wąskimi ścieżkami, rozmowy i podziwianie krajobrazów, które z każdym kilometrem stają się coraz bardziej surowe.

Po lunchu wszystko się zmienia.

Szlak zwęża się i prowadzi przez skalne półki oraz wąskie przejścia. Tutaj konie pokazują swoją niezwykłą pewność kroków, a my uczymy się im zaufać. Każdy zakręt odsłania kolejny widok na klify i bezkres Atlantyku.

To jeden z najbardziej widowiskowych etapów całej wyprawy. Są miejsca, w których serce przyspiesza, i takie, w których zapomina się o wszystkim, patrząc na fale rozbijające się daleko pod nami. Gdy ścieżka na chwilę się prostuje, znów możemy ruszyć galopem, mając ocean niemal przez cały czas po swojej lewej stronie.

Wieczorem rozbijamy obóz w pobliżu plaży. Po całym dniu w siodle można zejść nad wodę, posłuchać fal i cieszyć się ciszą, której próżno szukać w turystycznych miejscach.

Dzień 4 —  Pierwsze galopy po plaży

Ruszamy o poranku, a szlak prowadzi tuż nad oceanem. Fale rozbijają się o skały tak blisko, że w powietrzu czuć sól, a wiatr niesie zapach Atlantyku.

Po dłuższej chwili wyjeżdżamy na szeroką, niemal bezludną plażę. To właśnie tutaj przychodzi moment, na który wielu czeka od pierwszego dnia wyprawy – pierwszy galop po piasku.

Przed nami tylko ocean, wiatr i otwarta przestrzeń. Konie płynnie przyspieszają, a miękki piasek i szum fal tworzą rytm, którego nie da się porównać z jazdą w żadnym innym miejscu. To jedna z tych chwil, które zostają w pamięci na zawsze.

Lunch jemy na klifie z widokiem na Atlantyk.

Wieczorem docieramy na spokojną farmę niedaleko oceanu. Po całym dniu w siodle można ponownie wskoczyć do wody, zmyć z siebie kurz i po prostu cieszyć się ciszą. Kolacja, ognisko, dźwięk bębnów i księżyc odbijający się w falach kończą kolejny dzień naszej wędrówki.
 


Dzień 5 — W stronę arganowych wzgórz

Poranek prowadzi nas coraz dalej od oceanu. Krajobraz łagodnieje – pojawiają się pagórki porośnięte arganami, zielone doliny. To spokojniejsza część dnia, idealna na dłuższe rozmowy w siodle i chwilę oddechu po emocjach poprzednich etapów.

Jeśli pozwala na to przypływ, jeszcze rano czeka nas galop po szerokiej, pustej plaży. Gdy ocean odbiera nam ten fragment wybrzeża, zostawiamy go na popołudnie. To natura wyznacza tutaj rytm podróży, a nie zegarek.

Lunch jemy w cieniu arganowych drzew, a konie spokojnie pasą się obok. Trudno o lepsze miejsce, żeby na chwilę zatrzymać czas.

Po południu krajobraz znów zaczyna się zmieniać. Wjeżdżamy w wąwozy i pagórki, gdzie ścieżki wiją się między skałami. To miejsca, które bardziej przypominają kadry z westernów niż wybrzeże Maroka. Co chwilę zza kolejnego zakrętu otwierają się nowe widoki – raz na surowy krajobraz, raz na bezkres Atlantyku i strome klify opadające do oceanu.

Rozbijamy obóz na klifie, wysoko nad oceanem. Zachód słońca oglądany z tego miejsca trudno opisać słowami – pod nami rozbijają się fale, nad głową pojawiają się pierwsze gwiazdy, a wokół panuje cisza, której nie zakłóca nic poza wiatrem i odgłosem morza.

Dzień 6 — Wysokie klify i plaże bez końca

To jeden z najszybszych dni całej wyprawy. Długie odcinki twardego piasku zachęcają do galopów, a rytm jazdy wyznaczają wyłącznie pływy oceanu. To jeden z tych etapów, kiedy można naprawdę poczuć wolność jazdy wzdłuż Atlantyku.

Między kolejnymi plażami szlak wspina się wysoko na klify. Z góry dostrzegamy niewielkie plaże ukryte między klifami. Są odcięte od lądu stromymi skałami, dlatego można je podziwiać tylko z góry lub od strony oceanu. To jedne z najbardziej dziewiczych miejsc na całym wybrzeżu.

Na lunch zatrzymujemy się w Takaoucht, tuż przy plaży i u stóp klifu. To idealne miejsce na odpoczynek, podczas gdy konie regenerują siły przed dalszą drogą.

Po południu ponownie ruszamy wzdłuż oceanu. Przed nami kolejne galopy, wysokie klify i bezkresne plaże, które sprawiają, że łatwo zapomnieć o czasie i cywilizacji.

Wieczorem rozbijamy obóz tuż nad Atlantykiem. Zachód słońca oglądany z plaży, szum fal i cisza sprawiają, że ten dzień kończy się dokładnie tak, jak powinien – bez pośpiechu i z głową pełną obrazów.


Dzień 7 — Ostatnie galopy i powrót do cywilizacji

Ostatni dzień w siodle, podobnie jak wiele poprzednich, wyznacza ocean. To od pływów zależy, którędy pojedziemy i jak pożegnamy się z Atlantykiem.

Jeśli odsłoni szerokie plaże, wyruszymy na dłuższą, około trzygodzinną trasę pełną galopów. To ostatnia okazja, by poczuć wiatr na twarzy i zapamiętać ten niezwykły rytm – stukot kopyt na mokrym piasku i szum fal towarzyszący każdemu krokowi.

Jeśli przypływ będzie zbyt wysoki, wybierzemy bardziej kameralną trasę. Przejedziemy malowniczym szlakiem prowadzącym do naszej stajni, zatrzymamy się na sesję z końmi w oceanie i zakończymy wyprawę ostatnim galopem tam, gdzie tylko pozwolą na to warunki.

Po sześciu nocach pod namiotami ciepły prysznic i chwila relaksu przy basenie smakują wyjątkowo. Ostatni wspólny lunch, podczas którego zwykle wracają wspomnienia z ostatnich dni.

Po południu jedziemy do Essaouiry. Spacerujemy po wpisanej na listę UNESCO medynie, zaglądamy do warsztatów rzemieślników i niewielkich sklepików pełnych przypraw, biżuterii oraz wyrobów z drewna tui. Wieczorem wracamy do domu na pożegnalną kolację.

Dzień 8 — Pożegnanie z Marokiem

Nadszedł czas pożegnania z Marokiem. Po śniadaniu odwozimy Was na lotnisko w Agadirze.

Jeśli jednak Wasz samolot odlatuje później, nie musicie czekać na lotnisku. Zabierzemy Was do lokalnego hammamu – miejsca, które od pokoleń jest częścią marokańskiej codzienności. To doskonały sposób, by zrelaksować zmęczone mięśnie po dniach spędzonych w siodle i jeszcze na chwilę zanurzyć się w atmosferze tego kraju.

Jeszcze wczoraj zasypialiście przy szumie fal i ognisku, dziś każdy wraca do swojej codzienności. Maroko ma jednak dziwną właściwość – bardzo często zostaje w człowieku na długo. Dlatego wielu naszych gości wraca tu ponownie, już nie jako turyści, ale jak do miejsca, za którym po prostu się tęskni.

Co zabrać?

Powerbank – pod namiotami nie będzie prądu
Latarkę
Małą poduszkę do spania
Śpiwór – z komfortem do 10-15 stopni
Podstawową apteczkę (leki przeciwbólowe, p biegunkowe, plastry, leki odkażające)
Okulary psłoneczne
Krem z filtrem 50+Kostium kąpielowy + klapki