Kraina palm i gliny
Szczegóły rajdu
Cena rajdu
1050 €
Poziom
swobodny galop
Grupa
maks.
12
os.
Dostępne terminy
Dodatkowe koszty
lot, lunche w drodze do Zagory, Marrakeszu, wejścia do zabytków, ubezpieczenie
Dzień 1 — Marrakesz
Lądujecie w Marrakeszu, jednym z najbardziej intensywnych miast Maroka. Od pierwszych chwil wszystko dzieje się tu naraz: kolorowe dywany, góry przypraw, zapach skór, niekończące się kramy, korzenna kawa, słodki nugat, zaklinacze węży. Wąskie uliczki, orientalne jedzenie, stosy owoców, miliony oliwek.
Wszystko kręci się wokół placu Dżamaa el-Fna. To tutaj dziś zaczyna się Wasza przygoda z Marokiem.
Dzisiejszy dzień macie na włóczenie się po mieście, bez planu i bez pośpiechu. Jeśli chcecie zobaczyć kilka najbardziej charakterystycznych miejsc, warto zajrzeć do Ogrodów Majorelle, Pałacu Bahia, Grobowców Saadytów albo do Le Jardin Secret. Ale równie dobrze można po prostu zgubić się w medynie i pozwolić, żeby miasto samo Was poprowadziło.
Na koniec dnia wracamy do riadu. Czeka na Was kolacja na tarasie, spokój po podróży i pierwsze chwile, żeby oswoić się z tym krajem. Wszystko w tradycyjnym, marokańskim stylu.

Dzień 2 — Przez Atlas na południe
Ruszamy na południe, w stronę gór Atlas. To dzień drogi, widoków i ciągłych zmian krajobrazu.
Mijamy wioski z kwitnącymi migdałami, albo zazielenione oazy po zimowych deszczach, albo szczyty pokryte białą czapą. W górach wciąż może być zima — białe chmury spotykają się z białymi wierzchołkami, a powietrze robi się coraz chłodniejsze. Droga jest kręta i cały czas pnie się w górę.
Potem krajobraz zaczyna się zmieniać. Wjeżdżamy w bardziej surowy, niemal księżycowy świat Antyatlasu.
Zatrzymujemy się w Ouarzazate — nazywanym marokańskim Hollywood. To tu powstawały i wciąż powstają scenografie do filmów i seriali, a okolica jest pełna krajobrazów, które możecie kojarzyć z ekranu.
Im dalej na południe, tym więcej zieleni. Pojawiają się ogromne gaje palmowe — daktylowce, jedne z najstarszych drzew owocowych na świecie. I w końcu docieramy do Zagory, ostatniego dużego miasta przed pustynią. To tu, w sezonie zimowym, prowadzimy naszą stajnię.
Nocujemy w hotelu — tradycyjnym, marokańskim, ale zupełnie innym niż riad w Marrakeszu. To dobry moment, żeby zobaczyć, jak bardzo różne potrafią być miejsca w jednym kraju.
Południe Maroka to zupełnie inny świat.
Dzień 3 — W końcu na konie
Nie możecie już ustać w miejscu, żeby zobaczyć rumaki? To ten dzień.
Jedziemy do stajni, gdzie my pracujemy już od rana. Siodłamy konie, pakujemy wszystko na biwaki, gotujemy lunch, wypełniamy sakwy. Dziś Wy macie prostsze zadanie — wskakujecie w siodło, poznajecie swojego konnego towarzysza podróży, łapiecie wspólny rytm i zaczynacie rozumieć się bez słów. Czyszczenie, siodłanie i całą „techniczną” stronę zostawiamy Wam na kolejne dni.
Ruszamy w teren. Przed nami górzyste okolice Zagory, aż do momentu, gdy przecinamy rzekę Draa. Potem krajobraz robi się coraz bardziej otwarty — wjeżdżamy na hamadę. W oddali widać pasmo gór Bani, najdłuższe w Maroku, które otacza całą okolicę.
Jeszcze jedna rzeka, jeszcze jedna wioska, kilka galopów — i docieramy do palmowej oazy u stóp gór. Tam rozbijamy obóz.
A potem już tylko: karmienie koni, rozmowy, ognisko, marokańska kolacja, bębny, śmiech, wschodzący księżyc, Droga Mleczna nad głową. Taki jest wieczór na Saharze.

Dzień 4 — W stronę pustyni
Znów rzeka Draa. Miejscami zarastająca, miejscami zdradziecko głęboka, a gdzie indziej już całkowicie sucha. Wjeżdżamy w nią konno.
Południe woła. Sahara na nas czeka. Geograficzna granica pustyni jest jeszcze przed nami, ale zmiana krajobrazu jest coraz wyraźniejsza. I warto tu coś dopowiedzieć: pustynia wcale nie jest pusta. To nie tylko piasek. To góry, różne formacje skalne, roślinność, ogromne przestrzenie, wyschnięte rzeki i zielone oazy.
Lunch jemy na półce skalnej, z widokiem na okolicę pośrodku niczego. Jeśli dziś kogoś spotkamy, to będą to Nomadzi ze swoimi stadami.
Po południu pojawiają się pierwsze wydmy. To moment, kiedy naprawdę zaczyna się Sahara.
Obóz rozbijamy między piaskowymi „górami”, z zachodzącym słońcem w tle.
I choć po całym dniu w siodle każdy jest zmęczony, trzeba na nie wejść. Koniecznie. Ze szczytu wydm rozpościera się widok na zupełnie inny świat.
Dzień 5 — Wrota Sahary
Zaczynamy od wydm. Miękkie, piaszczyste „góry”, jeszcze nie tak wysokie, ale już wyraźnie inne niż wszystko, co było wcześniej.
Za nimi krajobraz znów się zmienia. Mijamy porzucone ogrody, wyschnięte z braku wody, wielkie przestrzenie z ubitą, pękającą ziemią. Gdzieniegdzie pasą się osły. Cisza, kurz i światło.
W oddali znów pojawiają się góry. To wrota Sahary. Za nimi zaczyna się geograficzna pustynia.
I właśnie tam pozwolimy koniom na więcej. Długie galopy po twardym podłożu, wyścig z przestrzenią, kurz unoszący się za nami, tempo, które czuć w całym ciele. Zostawiamy za sobą tylko piasek i ślady kopyt.
Dojeżdżamy do obozu — i to zupełnie innego niż dotąd. Czekają na nas dywany, duże namioty, łóżka na środku pustyni, poduszki, świece, marokańska ceramika, prysznic i gorąca woda. Luksus na wielkim piasku.

Dzień 6 — Zostajemy na piasku
Zostajemy w naszych wygodnych namiotach jeszcze jeden dzień. Bez pakowania, bez pośpiechu.
Jeśli uda Wam się wstać na wschód słońca, zobaczycie z grzbietów wielbłądów, jak pustynia budzi się do życia. Dromadery zabiorą Was na spokojną przejażdżkę po okolicy — powoli, miękko, w zupełnie innym rytmie niż konie.
Resztę dnia przeznaczymy na luźne bycie w tym miejscu. Robimy zdjęcia z końmi, jeździmy na oklep, spędzamy z nimi czas bez sprzętu i bez planu.
Pójdziemy też zwiedzić ksar — ufortyfikowaną, wciąż zamieszkaną wioskę. To ostatnie takie miejsce przed wielką pustynią. Zobaczycie, jak żyli i nadal żyją ludzie w tych warunkach: z gliny, z cienia, z małych dziedzińców i grubych murów.
To dzień, który ma płynąć wolniej.
Dzień 7 — Kierunek: góry
Znów wsiadamy na konie. Przed nami wydmy, tamaryszki i dużo przestrzeni. Mnóstwo miejsc do galopów, miękki piasek przeplatający się z twardszym podłożem.
Jeśli będziemy mieć szczęście, zobaczymy gazele albo pustynne lisy. Pojawiają się też trawy i akacje — im dalej jedziemy, tym krajobraz staje się bardziej zróżnicowany.
Naszym azymutem są niemal zawsze góry. To one wyznaczają kierunek drogi, nawet wtedy, gdy ścieżki znikają w piasku.
Na noc zatrzymujemy się w obozie położonym wśród rozłożystych akacji. To jedno z tych miejsc, gdzie z dużym prawdopodobieństwem można spotkać strusie — ciekawskie, szybkie i zupełnie nieprzejmujące się obecnością ludzi.

Dzień 8 — Górski dzień
Dziś góry. Jedziemy wzdłuż pasma górskiego, przez hamady i kamieniste przestrzenie. Przechodzimy przez przełęcz, a na lunch zatrzymujemy się pod tamaryszkami.
To miejsce, gdzie często pojawiają się berberyjskie kobiety z dziećmi. Wychodzą nas przywitać, czasem z drobiazgami na sprzedaż. Proste rzeczy, zrobione ręcznie — warto się zatrzymać i i kupić jakąś pamiątkę, by wesprzeć lokalną ludność.
Po lunchu znów ruszamy w góry. To zdecydowanie górski dzień. Będzie wspinaczka — w kilku miejscach schodzimy z koni, prowadząc je w ręku. Idą spokojnie i pewnie, pokonując kamienie i kolejne podejścia.
Nagroda przychodzi na końcu. Ze szczytu otwiera się panorama równin. Jak na nie zejdziemy to czeka nas długi galop z górami i zachodzącym słońcem w tle. Do obozu wjeżdżamy galopem.
To nasza ostatnia noc na pustyni. Pod rozgwieżdżonym niebem, z wiatrem, ogniskiem i ciszą Sahary. Często pojawia się spektakl pomarańczowego księżyca, który nagle wychodzi zza horyzontu i zalewa wszystko światłem. Dzika natura w najczystszej postaci.
Dzień 9 – Pożegnanie z końmi
To ostatni dzień z Waszymi końskimi towarzyszami. Po sześciu dniach razem wierzymy, że zdążyliście się zaprzyjaźnić. Pokazali Wam ten świat ze swojego grzbietu — w swoim tempie, po swojemu.
Dziś jeździmy krócej, ale intensywnie. Podkręcamy tempo. Będzie dużo galopów, także wąskimi ścieżkami przez wioski, zakręty, podmiejskie ogrody. Krajobraz znowu się zmienia — wracają ludzie, domy, życie.
I znów rzeka. Może być rwąca i głęboka, a może okaże się, że zamoczymy tylko kopyta. W Maroku rzeki potrafią pojawić się i zniknąć z dnia na dzień.
Po południu żegnamy się z końmi. Jest lunch i powrót do miasta.
Reszta dnia to już miejskie przyjemności: zakupy, lokalny hammam, henna, odpoczynek. Zupełnie inny rytm po dniach w siodle — ale bardzo na miejscu na koniec tej drogi.

Dzień 10 – W drodze na północ
Wracamy. Ale po drodze zatrzymujemy się w jednym z najbardziej znanych miejsc w Maroku — Aït Ben Haddou.
To osada, którą łatwo rozpoznać, nawet jeśli nie było się tu nigdy wcześniej. Przez lata była tłem dla wielu filmów i seriali, bo rzadko gdzie zachowały się takie miejsca w tak dobrym stanie. Nie wiadomo dokładnie, kiedy powstała, ale wiadomo, że już w XI wieku istniała. Glina, wąskie uliczki, kasby przyklejone do zbocza i krajobraz, który wygląda jak scenografia — tylko że prawdziwa.
Spacerujemy po osadzie, zaglądamy w zaułki, patrzymy z góry na dolinę. To spokojny przystanek po intensywnych dniach w terenie.
Na noc wracamy do Marrakeszu.
Dzień 11 – Powrót
Koniec przygody. Odwozimy Was na lotnisko w Marrakeszu.
To jedna z tych podróży, które zostają w głowie na długo.
Powrót do domu.
Co zabrać?
Paszport ważny minimum 3 miesiące
Śpiwór – ciepły, z temperaturą komfortu do 0 stopni
Mała poduszka do spania
Klapki
Latarkę
Ciepłe rzeczy do spania
Krem [słoneczny
Okulary psłoneczne
Podstawowa apteczka (leki pbólowe, odkażające, pbiegunkowe)
Chusteczki dezynfekujące do rąk
















