W Stronę Atlantyku – rajd wędrowny nad Atlantykiem
Szczegóły rajdu
Cena rajdu
1100 €
Poziom
swobodny galop
Grupa
maks.
12
os.
Dostępne terminy
Dodatkowe koszty
loty, hammam, ubezpieczenie
Dzień 1 — Przylot i pierwsze spotkanie z Oceanem
Lądujecie w Agadirze. Z lotniska ruszamy w 1,5-godzinną drogę na południe, aż asfalt zamieni się w pył, a przed Wami pojawi się mała wioska przy samym oceanie.
Tu, w domu stojącym na piasku, spędzimy pierwszą noc. To miejsce jest proste, surowe, bez udogodnień – ale nawet bez otwierania okna słychać fale tak, jakby się spało tuż przy brzegu.
Na plaży, dosłownie kilka kroków dalej, czekają konie.
Po przyjeździe jemy kolację – zazwyczaj pod gwiazdami. Będzie prąd, prysznic i łóżka.

Dzień 2 — Dzikość Atlantyku i pierwszy teren
Poranek mamy dla siebie. Idziemy na pustą, dziką plażę – tę, na której można krzyczeć, biegać, tańczyć i nikogo nie spotkać. Kąpiemy się w oceanie, odpoczywamy, a potem poznajemy konie.
Po lunchu siodłamy je i wyruszamy na pierwszą, około 3-godzinną trasę.
Ścieżka prowadzi najpierw klifami, tuż nad rozbijającymi się falami. Potem skręca w głąb lądu – między kaktusy, przez wąskie przejścia, coraz wyżej i wyżej, aż w końcu kończy się tam, gdzie zaczynają się góry.
Obóz rozbijamy na szczycie.
Widok na ocean o zachodzie to coś, co pamięta się całe życie.
Jemy kolację przy ognisku. Kto chce – gra na bębnach. Reszta patrzy w gwiazdy.
Dzień 3 — W stronę gór i dzikich klifów
Rano, po śniadaniu na klifie, ruszamy dalej. Pierwsza część dnia jest spokojniejsza – kilka galopów, dużo widoków. Jedziemy przez berberyjskie wioski, wzdłuż arganowych drzew, po falujących wzgórzach. Lunch jemy w cieniu arganów, blisko koni.
Druga część dnia to zupełnie inny świat.
Zaczynają się strome zejścia, wąskie przejścia, kamienie, skały. Koń stawia każdy krok bardzo świadomie. My oddychamy razem z nim.
Ścieżka trzyma się krawędzi klifów, raz znika, raz pojawia się zakrętem wyżej.
To trudny, techniczny i piękny odcinek.
Są miejsca, w których serce bije szybciej – i takie, gdzie zaczyna bić spokojniej, bo widok odbiera słowa.
A kiedy ścieżka prostuje się na chwilę, galopujemy wąską, wijącą się linią na tle oceanu.
Obóz rozbijamy w sąsiedztwie oceanu – będzie można zejść na plażę.

Dzień 4 — Pierwsze plażowe galopy
Rano ruszamy dalej. Szlak wije się tuż nad wodą — momentami jest tak blisko oceanu, że czujemy sól w powietrzu.
Potem wreszcie pojawia się ona: szeroka, pusta plaża. Idealna na pierwszy prawdziwy galop.
Długi, równy, na wietrze, z przestrzenią tak dużą, że aż trudno uwierzyć, że jest prawdziwa.
Lunch zjemy na klifie z widokiem na rozbijające się fale albo — jeśli pozwoli pogoda — na samej plaży.
Biwak tego dnia rozbijamy na farmie niedaleko oceanu. To spokojne miejsce z dostępem do wody, więc po jeździe można znów wskoczyć do oceanu i zmyć kurz dnia.
Kolacja, bębny, księżyc. Poza czasem i poza przestrzenią.
Dzień 5 — W stronę arganowych wzgórz
Tego dnia jedziemy bardziej w głąb lądu. Szlak prowadzi przez pagórkowaty teren, arganowe gaje i zielone łąki.
Lunch jemy na trawie pod arganami, obok spokojnie skubiących trawę koni.
Noc spędzimy albo na klifie nad oceanem, albo w prostym domu — jeśli będzie zbyt wiało.
Oba miejsca mają swój niepowtarzalny klimat.

Dzień 6 — Wodospady, żółwiki i nieskończone plaże
Pojawiają się bardzo wysokie klify — takie, przy których niektórzy wolą nie patrzeć w dół — i wąskie ścieżki wykute w skale.
Między nimi szerokie, dzikie plaże, idealne do galopów, które wydają się nie mieć końca.
Lunch zjemy przy wodospadach Sidi M’Bark — skały tutaj mają od 2 do 5 mln lat. A kaskady wypływają z naturalnych żródeł ukrytych pod wydmam i skałami. .
Jeśli będziemy mieć szczęście, w małych naturalnych basenach można wypatrzyć maleńkie żółwiki.
Biwak rozbijamy przy plaży, z widokiem na zachód słońca. To jeden z tych wieczorów, kiedy wszyscy milkną, bo nie ma nic do dodania. I słychać tylko bębny.
Dzień 7 — Ostatnie galopy i powrót do cywilizacji
Ostatni dzień w siodle zależy od oceanu.
Jeśli będzie odpływ — jedziemy na 3-godzinną wyprawę po plażach. Ostatni raz galopujemy szeroko, szybko, z wiatrem w twarz.
Jeśli przypływ nie pozwoli — robimy sesję z końmi w wodzie i wracamy 1-godzinnym, malowniczym szlakiem do stajni, kończąc ostatnim galopem.
Lunch zjemy w willi z basenem — idealnie, by odpocząć po rajdzie i nacieszyć się ciepłą wodą i spokojem.Po południu jedziemy do Essaouiry.
Oglądamy zabytkowe mury miasta — część z nich pamięta jeszcze XVII wiek, kiedy Essaouira była jednym z najważniejszych portów Afryki.
Robimy zakupy w medynie, pełnej kolorów i rękodzieła, a wieczorem wracamy na kolację do domu.

Dzień 8 — Pożegnanie z Marokiem
Następnego dnia jedziemy na lotnisko.
A jeśli macie lot później — zabierzemy Was do lokalnego hammamu.
To miejsce, w którym od setek lat oczyszcza się ciało czarnym mydłem, masuje oliwką i zmywa z siebie cały kurz pustyni i oceaniczny wiatr.
Idealne zakończenie rajdu.
Co zabrać?
Powerbank – pod namiotami nie będzie prądu
Latarkę
Małą poduszkę do spania
Śpiwór – z komfortem do 10-15 stopni
Podstawową apteczkę (leki przeciwbólowe, p biegunkowe, plastry, leki odkażające)
Okulary psłoneczne
Krem z filtrem 50+Kostium kąpielowy + klapki



















